Beezar_komunika_tech_poste%cc%a8p

JAGNA I IMPOTENCI

Jagna_i_impotenci
dodany 11 sty 2016, 13:14 przez eugeniusz
8,79 PLNdodaj do koszyka

Informacje o książce

  • Ocena: 0.0 na 5
  • 0.0
  • 0.0
  • 0.0
  • 0.0
  • 0.0

Kategoria

Społeczno-obyczajowe

O książce

"Część pierwsza.
Podrywam młodą dziewczynę i modlę się „Boże ! Odebrałeś możliwości to odbierz i chęci „
Ambitna, dość atrakcyjna, 19 - letnia zbuntowana dziewczyna z Rydzkowskiej wsi
postanowiła się uczyć i robić karierę w wielkim mieście. Chciała mieć dyplom wyższej uczelni i
być kimś. Znalazła w prasie ogłoszenie, że starsza pani we Wrocławiu wynajmie pokój za dość
przystępną cenę. Przyjechała więc. Nie znała miejskich realiów, a zwłaszcza wszechobecnych
liczników (prąd, gaz, woda). Już po dwóch tygodniach starsza sympatyczna pani wywaliła ją z
domu. Poprzez moje ogłoszenie o wynajęciu pokoju w zamian za prowadzenie domu trafiła do
mnie. Zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. W prawdzie wygląd niezbyt pasował do moich
upodobań. Mnie się najbardziej podobają dziewczyny średniego wzrostu, okrągłych i miękkich
kształtów. Jagna jest wysoka, szczupła o klasycznych kształtach, ale przecież nie szukałem dla
siebie partnerki, raczej gosposi. Jagna robiła wrażenie miłej, rozsądnej dziewczyny. Jej postawa,
sposób poruszania się i mówienia były poprawne a nawet eleganckie. W swoich notatkach w
odróżnieniu od innych ofert nazwałem ją Elegantka. Była w mini spódniczce i w rozmowie ze mną
skrzętnie zakrywała kolana torebką. Z wypowiedzi jej wynikało, że bardzo potrzebuje mieszkania.
Nie zniechęcił ja zakres obowiązków. Nawet ewentualność ręcznego robienia makaronu nie
przestraszyła jej.
Niepokoiły mnie jej wyjątkowo zgrabne uda i ładny brzuszek. Te solaria czynią ciało dziewcząt
bardzo apetycznym. Bałem się, że nie wytrzymam i zacznę się podwalać a wtedy może dojść do
spięcia. Pochodzenie z terenu pobożnego i purytańskiego i te zakrywane kolana nie wróżyły dobrze.
Odłożyłem, więc ostateczną decyzję na później. Modliłem się, aby bóg odbierając mi możliwości
odebrał też chęci. Uczono mnie, że trzeba mieć ufność w bogu. Po kilku dniach zadzwoniła, że już
musi się wyprowadzić, a nie ma dokąd. W tej sytuacji zgodziłem się. Jej miłe zachowanie i
uprzejmość wobec mnie wynikają z przymusowej sytuacji i być może dobrego wychowania, a nie z
sympatii do mnie czy też innych podobnych przyczyn. Muszę panować nad swoimi ciągotami i jej
pokusami. W umówionym czasie domofonem powiadomiła, że już jest. Otworzyłem bramę i
czekam. Czekanie przedłuża się, więc uchyliłem drzwi mieszkania i słyszę rumor w windzie.
Zaglądam i widzę górną część Jagny. Jej dolna część pozostała jeszcze piętro niżej. Jej górna część
jest dość atrakcyjna, ale z ponętnych ud zrezygnować nie mam zamiaru. Jestem wdzięczny windzie
za to, że nie chce wypuścić połowy dziewczyny. Muszę mieć całość tak, jak było umówione. Po
negocjacjach z dziewczyną i presji na windę ta ostatecznie przekazała mi całość dziewczyny, choć
dwa piętra wyżej. Obyło się, więc bez interwencji osób postronnych (konserwatorów). Okazało się,
że jak przystoi na inteligentną dziewczynę, najpierw zapoznała się z urządzeniami w windzie.
Widoczne na tablicy numerki uznała jako oznaczenia pięter. Wyżej zauważyła przycisk STOP.
Postępując logicznie, kiedy przez szybę windy zobaczyła numer właściwego piętra nacisnęła
przycisk STOP. Winda wykonała polecenie natychmiast i zatrzymała się, ale między piętrami.
Naciskanie różnych przycisków nie dało efektu. Winda była niewzruszona. Pozostał, więc wybór
płakać czy dokopać windzie. Wybrała kopanie, co dało się usłyszeć przez uchylone drzwi
mieszkania i wzbudziło moje zainteresowanie, oraz skuteczną interwencję. Odzyskałem
dziewczynę w całości, zdrową, śliczną tylko nieco wkurwioną. Powiedziała, że w tej wstrętnej
windzie więcej noga jej nie postanie.
Zastanawiałem się czy nie powinienem starym zwyczajem przenieść dziewczynę przez próg, ale
rzut oka na jej posturę wystarczył żeby zrezygnować z pomysłu. Nie miałem szans. Jak to miło,
kiedy do mieszkania sprowadza się kobieta? Przyjemność ta dorównuje przyjemności tej, jakiej
doznaje mężczyzna, kiedy kobieta wyprowadza się z domu. Zdobyciu kobiety towarzyszą więc
dwie przyjemności. Kiedyś współczułem tym, którzy nie znali tej drugiej przyjemności. Teraz nie
jestem tego pewien.
W tym momencie mam przyjemność tą pierwszą. To wycieranie półeczek, układanie majteczek
rozwieszanie innych ciuszków tworzy podniecającą atmosferę pełną tajemniczości. Co to będzie?
Mój bóg nie wysłuchał mojej modlitwy. Odbierając możliwości, chęci zostawił. Chęci mam duże,
ale możliwości? Mam przecież 76 lat. Wszyscy mówią „nie pchaj się na afisz, jeśli nie potrafisz”. I
po co mi to? Ona ma dopiero 19 lat. Różnica wieku wynosi więc 57 lat. Co na to powiedzą ludzie?
Ja chyba ocipiałem. Trudno mi będzie powstrzymać się od uwodzenia jej. Jeśli mi się uda, może
być katastrofa, a jeśli się nie uda, będzie mi przykro i może jej osoba zacznie działać mi na nerwy.
Jak wtedy mieszkać w jednym mieszkaniu?
STOP. Dziewczyna już jest, a więc za późno na zastanawianie się. Teraz trzeba być optymistą. Będę
się bardzo hamował w tym uwodzeniu, ale jaka siła może powstrzymać mnie przed gadulstwem i
popisywaniem się? Staruchy to straszne gaduły. Zwłaszcza, jeśli dopadną kogoś, kto chce ich
słuchać. Jeśli tą dopadniętą osobą jest atrakcyjna dziewczyna to ją uwodzą, czasami nawet nie
wiedząc o tym. Jest to instynktowne. Odzywa się tu zew natury. Przy kolacji, kawce i lampce wina
przedstawiłem się, to znaczy powiedziałem o swoim charakterze, nawykach i odrobinę życiorysu.
Na wszelki wypadek powiedziałem jej, że starsi panowie bardzo lubią młode dziewczyny i uwodzą
je nie wiedząc nawet o tym. Taki starszy pan częstując dziewczynę cukierkami podświadomie
uwodzi ją. Powiedziałem, że taka forma uwodzenia i kokieterii jest miłą formą stosunków
wzajemnych. Powiedziałem również, że uwodzenie jest bardzo miłe, a czasami przyjemniejsze
nawet od uwiedzenia. Na koniec zapytałem czy nie będzie jej przeszkadzać, jeśli będzie miała
wrażenie, że ją uwodzę. Odpowiedziała, że nie. Ucieszyło mnie to, no, i zachęciło do dalszych
działań. Jaka to przyjemność uwodzić dziewczynę?
Teraz wobec Jagny wykorzystuję umiejętność podrywania i tokuję jak głuszec na
tokowisku. Fajnie, że to robi wrażenie. Że to w jakiś sposób trafia. Dziewczyna jest wrażliwa i
chłonna. Nie jest nieprzemakalna. Nie musi mówić, ale pewne imponderabilia świadczą, że
jesteśmy coraz bliżsi. To się nazywa czasami językiem ciała. Wychodzimy z układu wynajmujący,
wynajmująca a wchodzimy na płaszczyznę kobieta – mężczyzna. Zbliżamy się do siebie
psychicznie. Dziewczyna coraz bardziej otwiera się. Mówi o sprawach osobistych, a nawet o
randkach. To jest wspaniałe. Prawie nie ma już przede mną tajemnic.
Powiedziałem, że gdyby uznała, że przekraczam dopuszczalną granicę to nie musi strzelać
do mnie z armaty, ale wystarczy z korkowca. Dodałem jeszcze, że starsi panowie lubią młode
dziewczyny. Są dla nich tolerancyjni i łatwo im ulegają. Wewnętrznie byłem bardzo zadowolony.
Uwodziłem jak za dawnych dobrych czasów no i mój bajer jest dalej skuteczny. I tak oto w zupełnie
tradycyjny sposób rozpocząłem stosowanie nowoczesnej (będącej na topie) dziedziny wiedzy
zwanej socjotechniką, ostatnio wykorzystywaną intensywnie przez polityków do manipulacji
ludźmi.
Socjotechnika, zwana inaczej inżynierią społeczną. opuściła m. in. mury klasztorne,
tajemnice masonerii i stała się drugą ( po genetyce ) potęgą zagrażającą ludzkości.
Muszę więc parę słów powiedzieć o tej najmodniejszej nauce i dla przekory zacznę w
sposób niezbyt modny.
Za górami. Za lasami. Dawno, dawno temu, jeżeli ktoś potrafił ładnie i przekonywająco mówić to
nazywano go krasomówcą. Były specjalne szkoły uczące mówić. Demostenes – jąkała, podobno
nauczył się tej sztuki włażąc do beczki. Później sztukę dobrego mówienia nazywano operowaniem
dobrymi tekstami. Jeszcze później mówiono, że ktoś ma dobry bajer. Obecnie temat rozszerzono,
pogłębiono i włączono do nowej gałęzi wiedzy, jaką jest socjotechniką.
Teraz nazywa się to też inżynierią społeczną, uczy skuteczności. Mówi, że najważniejsze jest
osiągnięcie celu. Takie hasła jak prawda, uczciwość, moralność, sprawiedliwość, wolność itp. to
hasła przestarzałe i oto na naszych oczach przechodzą one do „lamusa”. Wydaje się to
nieprawdopodobne, a jednak…
Ja jeszcze pamiętam trzy sztandarowe hasła tj. BÓG, HONOR, OJCZYZNA. To były bardzo silne
hasła. Pragnieniem wielu było oddać życie w obronie tych haseł. Czy nie w imię tych haseł Polska
stanęła do walki z Hitlerem? Poszła na śmierć. Gdzie te hasła są teraz ? Kto o nich pamięta? Tak
może być z hasłami: prawda, wierność, uczciwość itp. Socjotechnika podobnie jak religie, odwołuje
się do uczuć i stara się uśpić rozum. Tu nie kryje się hasła, że cel uświęca środki. Nie są ważne
metody. Ważna jest skuteczność.
Socjotechnika wykorzystuje najnowsze zdobycze wiedzy takie m.in. jak: sugestia, podświadomość,
bodźce podprogowe, hipnoza, bioenergia, telekineza i znane, ale zaniedbywane środki, takie jak
krasomówstwo czy ciągłe powtarzanie tych samych informacji czy haseł.
Opracowane już są szczegółowe dyrektywy, odpowiednie do poszczególnych dziedzin życia.
Uniwersalne zasady socjotechniki opracował prof. Robert Cialdiani w dziele pt. ”Wywieranie
wpływu na ludzi”.
Socjotechnika to całkiem nowa nauka i wchłania coraz więcej tematów potrzebnych do kierowania
jednostkami, grupami i całymi społeczeństwami. Mówi się o niej mało a wszyscy się jej uczą. Wraz
z poznawaniem tajemnic socjotechniki jej wpływ na ludzi i ludzkość rośnie.
Myślę, że tu wytycza się kierunki marszu narodów. W średniowieczu tajemnice socjotechniki znane
były tylko wtajemniczonym kapłanom i to oni wymyślili i przyjęli za cel działalności
uszczęśliwianie innych. Od średniowiecza trwa zapoczątkowany przez religię marsz narodów w
kierunku uszczęśliwiania innych ludów. Wojny np. wyprawy krzyżowe były pod hasłem
NIESIEMY WAM WOLNOŚĆ, SPRAWIEDLIWOŚĆ I SZCZĘŚCIE. Za tym szło następne hasło
MACIE BYĆ SZCZĘŚLIWI W SPOSÓB PRZEZ NAS WSKAZANY ALBO UMRZECIE.
Ginęli, więc ludzie i całe narody np. Prusowie, Katarowie (we Francji).
Ten holokaust stosowany przez katolickich kapłanów był o wiele większy od holokaustu
stosowanego przez Hitlera. Później świat miał być uszczęśliwiony przez Bolszewików i tu np.
Wietnam, Kambodża, Korea. Teraz krew się leje pod hasłami typu: NIESIEMY WAM PRAWA
CZŁOWIEKA. I tu mamy np. Jugosławię, Iran, Irak. Bardzo nas nęci zaszczepienie naszego
szczęścia Rosjanom, Białorusinom, Chińczykom czy Arabom. Nie możemy tego znieść, że oni
żyjąc na swój sposób są szczęśliwi. Niestety mają bombę atomową. To ich broni przed naszym
szczęściem w postaci np. praw człowieka, praw dziecka, praw psów, itp. Kiedy przestaniemy się
wtrącać w wewnętrzne sprawy innych państw i narodów? Kiedy Polska przestanie uzurpować sobie
prawo naczelnego misjonarza? Kiedy wreszcie przestaniemy uszczęśliwiać innych zabijając ich?
W Polsce, dopiero po obaleniu komuny socjotechnika wyszła z mroku wiedzy dla
wybranych i wdarła się do politologii, socjologii oraz marketingu. Pierwsze władze
Solidarnościowe pod wodzą Mazowieckiego to byli uczciwi naiwniacy. Dopiero następne ekipy
solidarnościowe szeroko korzystały z socjotechniki bezpośrednio lub poprzez zatrudnianie
specjalistów. Równocześnie ze złodziejskimi reformami zastosowano socjotechniczną nadbudowę
(propagandę). Z języka polskiego usunięto dosadne określenia zastępując je eufemizmami. Słowo
„kradzież” zastąpiono słowami przywłaszczenie, defraudacją, wyprowadzenie, działanie na szkodę.
Słowo „bandyta” zastąpiono słowami, gangster, mafiozo. Słowo „oszustwo” zastąpiono łgarstwem,
albo mijaniem się z prawdą, nieścisłością itp.
Oszustwo odnoszące się do dóbr materialnych zastąpiono zdaniem „doprowadzenie do
niekorzystnego rozporządzenia mieniem”.
Nie uchodziło (i nie uchodzi) nazwać prominenta złodziejem, nawet gdy dostał wyrok za
kradzież. Mówiło się ( i mówi) o takim, że został ukarany za wyprowadzenie pieniędzy z kasy
państwowej albo o działaniu na szkodę przedsiębiorstwa. W najgorszym wypadku za defraudację.
Nazwanie go złodziejem mogłoby naruszyć jego godność osobistą. Jakoś nie przypominam sobie,
żeby ktoś dostał wyrok za kradzież lub bandytyzm. Owszem, Słyszałem o wyrokach za ciężkie
uszkodzenie ciała prowadzące do śmierci. Nie ma kradzieży ani nie ma złodziei. Nie ma bandytów.
Nie ma oszustów. Cóż za szczęśliwy okres w naszych dziejach. Widzę tu wiekopomną rolę ludzi
pióra. To oni stworzyli odpowiedni język. To oni tworzyli i tworzą odpowiedni klimat. Mimo nie
notowanej dotychczas w historii (poza wojnami) grabieży, kradzieży, oszustw i bandytyzmu za
czasów rządów AWS i Balcerowicza, nie było protestów społecznych. Sprzedawano za bezcen i
zamykano fabryki. Pracownicy pokornie szli na bruk i nie protestowali (poza górnikami).
Oto jest siła socjotechniki. Oto stopień ogłupienia narodu. W socjotechnice narzędziami
ogłupiania są publikatory (mas media), a głową oligarchowie. To oni (posiadacze dużej ilości
pieniędzy) są właścicielami publikatorów i to oni stosując socjotechnikę poprzez publikatory
manipulują, sterują i ogłupiają ludzi. W czasach dojrzałej młodości nie znałem pojęcia
„socjotechnika” i nie wiedziałem, jaka siła za tym się kryje. Korzystałem z boskiego daru
logicznego rozumowania i zdolności wypowiadania okrągłych zdań. Moja kariera zawodowa, którą
z pewną przesadą można by nazwać błyskotliwą opierała się w dużym stopniu na socjotechnice.
Choroba spowodowała, że była krótka. Zdolności swoje wykorzystywałem, więc do celów
prywatnych. Ponieważ miałem bzika na punkcie ładnych dziewczyn, więc podrywałem je. Przy
moim niezbyt ciekawym wyglądzie najtrudniejszy był pierwszy krok. Jeżeli udało mi się nakłonić
dziewczynę na chwilę rozmowy np. w kawiarni to już w zasadzie była poderwana. Znaczy to tylko,
że, jeżeli dziewczyna znalazła się w zasięgu rażenia moich tekstów, mojego bajeru, to już w
zasadzie była moja. Słowo to potęga, a dziewczyny chłoną je jak gąbka wodę. To nie znaczy, że
miałem bardzo dużo przygód erotycznych. Szybko wywnioskowałem, że aby mieć prawdziwą
przyjemność w łóżku trzeba dziewczynę wychować, a to wymaga czasu i ciężkiej pracy. Krótkie
przygody nie są zbyt atrakcyjne. Zdolność bajerowania wykorzystuję w dalszym ciągu, choć
czasami zastanawiam się, po co? To chyba nałóg. Po namyśle przyznaję, że bardzo pomaga mi to w
życiu. Pomaga mi we wszelkich kontaktach z innymi osobami np. w sklepie, w banku , w urzędzie
itp.(...)"

Liczba stron

88

Komentarze

Brak komentarzy.
Bądź pierwszy!