Boskie prawa natury a ludzkie bzdury.

Boskie_prawa_natury_a_ludzkie_bzdury
dodany 18 sty 2016, 15:48 przez eugeniusz
8,79 PLNdodaj do koszyka

Informacje o książce

  • Ocena: 0.0 na 5
  • 0.0
  • 0.0
  • 0.0
  • 0.0
  • 0.0

Kategoria

Społeczno-obyczajowe

O książce

"I. Bóg

Nie wiemy skąd się wzięła Ziemia i życie na Ziemi. Nie wiemy skąd się wzięły planety, komety i inne ciała niebieskie. Skąd się wzięły galaktyki. Wyjaśnieniem jest, że stworzył je bóg. Jest kilka teorii stworzenia świata, ale zawsze na początku jest bóg. To wszystko jest mądrze ustawione i dobrze zorganizowane. Ktoś tym rządzi. Więc kto? Nie wiemy, kim on jest, a więc jest to bóg.

Dowody

Czy istnieje takie coś co powszechnie nazywane jest bogiem?
Ja twierdzę i jestem przekonany, że istnieje.
Oto dowody:
- istnieją rzeczy i zjawiska stwierdzane przez nasze zmysły (słuch wzrok itp.)
- istnieją rzeczy zjawiska poza zmysłowe np. myśli, psychika, wyobraźnia itp.
- To wszystko co dostrzegamy i nie dostrzegamy ma jakiś sens istnienia, jakiś program do wykonania i podany sposób wykonania tego programy. Ma do tego odpowiednie narzędzia i sprzęt. Ma odpowiednią wiedzę i umiejętność.

Pomyślcie, o tym, że każdą istotę od bakterii po galaktykę trzeba w to wszystko wyposażyć. Grupy, plemiona, skupiska, ale nawet każdą pojedynczą istotę. Trzeba o każdej z nich pamiętać i interesować się nią.
Poza tym istoty te mają zdolność zmieniać się z różną częstotliwością (minuty, sekundy, lata, wieki).
Czy można sobie wyobrazić kogoś lub coś co nad tym wszystkim panuje, rządzi lub ocenia?

Przyjemnym przykładem zmienności może być kobieta opisana przez Juliana Tuwima:

Od grzechu zaczął się jej świat,
A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna, i święta,
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,
I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza,
I gołąb i żmija, i piołun i miód,
I anioł i demon, i upiór i cud,
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna,
Początek i koniec - kobieta, aha!

A tak zmienność kobiety opisał E. Piątas. Poszukać tramwaj - na stronie 25 pasuje bardziej

Zmienność u zwierząt też występuje zwłaszcza w okresie rui. Wymienione tu zmienności są szybkie albo natychmiastowe. Jest też zmienność zauważalna po latach, a nawet wiekach np. wygląd kobiety. W czasach dzikości żywność dla dziecka kobiety magazynowały w udach piersiach, dupie. Teraz są sklepy i lodówki więc kobiety są szczupłe. Organizmy otrzymały również możliwość dorabiania sobie innych cech i zdolności im potrzebnych, a których od boga nie otrzymały. Nazywa się to zdolnością dostosowania do środowiska lub nabywanie nowych cech genetycznych. Nie wiem czy bóg tu uznał swoją niedoskonałość i pozwolił człowiekowi na poprawki, czy też świadomie dał człowiekowi możliwość uczenia się i doskonalenia siebie. Dziecko przychodząc na świat ma już zaprogramowany podstawowy skład cech. Później uzupełnia je ucząc się od rodziców. Dalej środowisko i szkoła. Na końcu najbardziej skuteczna nauka to jest radzenie sobie w życiu.
Czy można sobie wyobrazić istotę, która to wszystko wymyśliła, pamięta o każdym z egzemplarzy, dała mu program, cel i kontroluje to wszystko. Trzeba pamiętać, że poza ziemią są jeszcze planety, komety, gwiazdy, galaktyki, kosmos.
Urządzone jest to wszystko tak, aby te planety i komety były w ruchu. Zderzają się lub nie. Łączą się i dzielą. Krążą wokół siebie. Jest w tym jakiś zamysł, ale nie rozumiemy go. Na ciałach tych jest już lub nie jest zorganizowane życie. Jest tam jakiś klimat. Cechy indywidualne są różne. Jeżeli spojrzymy na Ziemię widzimy w tym wielką mądrość. Mądrość niewyobrażalną i wciąż odkrywaną. Nauka wciąż odkrywa nowe fragmenty mądrości bożej. A więc nauka to odkrywanie boga. Jest to poznawanie boga. Dużo w tej dziedzinie odkrył Darwin. On był prawdopodobnie posłańcem boga, jego misjonarzem. On najbardziej przybliżył nam boga. Na tym, co już wiemy można sobie jakoś wyobrazić boga. Dla mnie bóg to jest taki potężny niesamowicie wielki komputer, wielka mądrość, niewyobrażalnie wielka siła. Siła sprawcza. Siła, która dokonuje rzeczy niemożliwych, która zaprzecza prawom fizyki. Tym prawom, które sam Bóg utworzył. To jest nieograniczona potęga w każdym względzie. Mam wrażenie, że wyobraźnia ludzka tego nie ogarnie. Matematyk by tu napisał, że jest to mądrość do plus nieskończoności. Ponieważ boga nie możemy sobie dokładniej wyobrazić, więc poznawajmy go po czynach jego.

Czy udowodniłem tu istnienie boga? Nie. No to jedzmy dalej

Dowody CD

1. głód boga - już ludy pierwotne na malowidłach pokazywały boga
2. sumienie - część niematerialna, a jednak istnieje, choć w różnym stopniu.
3. przeczucia - mają zwłaszcza matki.
4. dusza - poganie nazywają ją jaźnią, świadomością.
5. wyższość ducha nad materią - spełnianie się pragnień, wiara czyni cuda.
6. słowo ciałem się stało - słowo to najpotężniejsza bron człowieka
7. wstyd, miłość, pożądanie

Wielu szuka boga w starych zapiskach u ewangelistów proroków. Myślę, że te ślady są złudne. Człowiek jest omylny, a poza tym od czasu kiedy religie stały się biznesem ślady te zmieniano dostosowując do potrzeb biznesu np. Przejęcie władzy boskiej przez księży (dialog między Jezusem a Piotrem).
Nie szukajmy więc boga u ewangelistów, w proroctwach, pismach świętych. Szukajmy boga w sobie, w odkryciach naukowych: „Po owocach jego poznamy go”. Szukajmy boga w otoczeniu. O bogu mój idol Khalil Gibran - autor książki „Prorok” - pisze w sposób następujący: „A jeśli Boga chcesz poznać, nie szukaj Go w rozwiązywaniu zagadek. Raczej rozejrzyj się uważnie wokół, a ujrzysz Go jak bawi się dziećmi. Patrz dalej w przestrzeń, a zobaczysz Go jak sunie w obłokach i błyskawicami wyciąga ramiona i deszczem spływa. Uśmiecha się w kwiatach, by wyprostować się znowu i dłonią powiewać – wierzchołkami drzew”. Taka wizja boga, choć poetycka jest mi bliska.

Ludzie pierwotni

Historia i prehistoria wskazują, że bóg towarzyszy człowiekowi od pradziejów. Na każdym etapie cywilizacji ludzie inaczej wyobrażali sobie boga. Mnie najbardziej podobają się starożytne wizje boga. Mitologia grecka jest pasjonująca. Obecnie panujące religie są w zasadzie tworem średniowiecza. Nie opracowano jeszcze religii odpowiadającej poziomowi intelektualnemu człowieka współczesnego. Szkoda.
Człowiek wciąż potrzebuje boga. Ludzie pierwotni byli bliżej natury bardziej znali prawa natury. Znali je z obserwacji. Psychicznie wyczuwali je. Wyczuwali prawa boga. Wyczuwały je zwłaszcza samice – matki. Jeszcze teraz obserwując zwierzęta można się domyśleć o nadciągającej katastrofie np. zatonięcie statku. Powodzi, pożarze, trzęsieniu ziemi itp. Nawet współczesne matki wyczuwają, jeżeli z ich dzieckiem na innym kontynencie jest źle. Plemiona pierwotne wyczuwały boga swoją wrażliwą psychiką, a poznawały go poprzez jego prawa.
Ludzie pierwotni szukali kontaktu z bogiem poprzez rytuały. Ich taniec często był przeniesieniem w inną rzeczywistość. Poprzez taniec oni łączyli się z duchami przodków, a może i z bogiem. Jeszcze teraz można to zauważyć u ludów pierwotnych lub konserwatywnych jak np. Cyganie.

Cyganeczka

Tańcząc z młodą, piękną cyganeczką wychowaną w środowisku polskim, widziałem piękno i harmonię jej ruchów. Widziałem niepowtarzalność wykonywanych figur. W jej oczach nie widziałem jednak podniecających kurwików. Jej oczy były jakby niewidzące. Jakby wpatrzone w siebie. Ona tańcząc była nieobecna. Nie zauważyłem też charakterystycznego błysku w jej oczach, kiedy spogląda na mnie. Nie przyszło mi do głowy, że jej duch w tym czasie jest daleko. Być może razem z duchami przodków wędruje po bezkresnej przestrzeni kosmosu. A może tańczy przy ognisku w oszałamiającym huku bębnów. Forma jej tańca mogłaby na to wskazywać, choć nie był to taniec dzikich, ale też niespotykany przeze mnie taniec współczesnych. Początkowo byłem dumny z tego, że wszyscy patrzyli się na nią, a pary na parkiecie mimo tłoku robiły jej miejsce. Dumny byłem, kiedy otrzymywała piosenki w koncercie życzeń. Gorzej było, kiedy tańczyliśmy na skraju pakietu przylegającym do sali konsumpcyjnej, kiedy widziałem wpatrzone w nią oczy i rozdziawione gęby. Kiedy widziałem stojące pod ścianami wpatrzone w nią postacie to zamiast przyjemności czułem tremę. Czułem się pokracznym dodatkiem do niej. Traciłem pewność siebie i ruchy moje stawały się jeszcze bardziej pokraczne. Zaczynałem się bać, że ją stracę. Jeżeli konkurenci zauważą zbyt dużą różnicę klas to zaczną atakować. Na moje szczęście ona bez skrępowania demonstrowała swój stosunek do mnie, co zniechęcało konkurentów.
Teraz, kiedy to wspominam, nie jestem z siebie zadowolony. Nie byłem świadom. Nie doceniałem szczęścia, jakie mnie spotkało. Tak piękna i powszechnie podziwiana dziewczyna patrzy na mnie jak na święty obraz. Publicznie okazuje swoją miłość. Mało tego. Demonstruje publicznie tą miłość jakby chciała całemu światu powiedzieć jak bardzo mnie kocha. Jak bardzo jest szczęśliwa. W sytuacji tej było mi fajnie, ale nie było mi bosko. Cieszyłem się, ale nie wpadałem w ekstazę. Nie byłem świadom skarbu, jaki posiadam. Nie byłem świadom, czym jest wielka, czysta miłość młodej dziewczyny. Widać z miłością jest jak ze zdrowiem: „Szlachetne zdrowie. Ile cię cenić trzeba ten tylko się dowie, kto cię stracił” (A. Mickiewicz).
„Dziś urok twój czuję i opisuję, bo tęsknię o tobie”. Moja cyganeczka była od dziecka wychowanką dużego zakładu w Jaworze. Tam chodziła do przedszkola, szkoły podstawowej i średniej, a później podjęła pracę. Cyganki szybko dojrzewają. Sprawy randkowe musiała, więc utajniać. Dopiero, kiedy przyjechała do mnie, do Wrocławia, to nadrabiała zaległości.
Jej zakładowi opiekunowie zareklamowali dla niej przyzwoitego pracownika zakładu, młodego absolwenta politechniki. Wkrótce odbył się ślub i weselisko z udziałem całej załogi dużego zakładu.
Młodzi zostali suto wywianowani łącznię z dużym pięknym mieszkaniem kompletnie wyposażonym również w najnowszy sprzęt elektroniczny i komputer.
No cóż. Ja byłem rozwodnikiem, dwa razy starszy od niej. Zakład ani miasto nie akceptowałyby tego. Moja Cyganeczka kochała swoich rodziców (800 pracowników zakładu). Kochała też swoich kuzynów (15000 mieszkańców miasteczka). Była świadoma, że nie może sprawić im zawodu. Ta królewsko - cesarska dolegliwość bardzo jej ciążyła. Mnie oddała się ciałem i duszą bez reszty. Prawdopodobnie czuła, że to jest jedyny fragment jej życia, kiedy robi to, na co ma ochotę, że samodzielnie podejmuje decyzję. Że jest naprawdę wolna. Czuła, może przez te kontakty z bogiem, że nie potrwa to długo. Chciała, więc w krótkim czasie przeżyć tyle wolności, tyle radości i spełnionych marzeń, co innej dziewczynie zabrałoby kilka lat. Wszystko, co czyniła, czyniła to z pełnym zaangażowaniem, z pasją. Jej odczucia fizyczne, psychiczne i zachowania były skondensowane. To chyba nie jest wynik moich zdolności uwodzicielskich. To był raczej zbieg okoliczności albo wola boga, że oboje znaleźliśmy się w raju. Zarozumiałe dodam, że to sam bóg zaprosił nas do raju. A do tego raju wchodziłem nie z jedną kobietą.
Jeśli chodzi o moją cyganeczkę to poznałem ją też dziwnie.
Głodny stałem w kolejce sklepu spożywczego śliniąc się na widok żywności. Do sklepu weszło stadko roześmianych smarkul. Jedna z nich rzuciła okiem na mnie. Zdarzało się, że dziewczyny kokieteryjnie spoglądały na mnie. Czasami widziałem błyski i kurwiki. Tym razem to był wybuch gwiazdy. Znieruchomiałem. Kiedy oprzytomniałem stadka już nie było. Wybiegłem ze sklepy i szedłem za nimi czekając aż się rozdzielą. Podszedłem do niej i nic nie mówiąc wziąłem za rękę jak swoją oblubienicę. Spojrzeliśmy na siebie dalej radośni. Nie pamiętam o czym mówiliśmy, ale pamiętam, że roześmiani zatrzymaliśmy się przy moim łożu rozpusty, lubieżności i dzikiej orgii. Doprowadziłem dziewczynę do miłości. Do miłości sięgającej bram niebios.
Mam duże zdolności uwodzicielskie (socjotechnika i tupet) i niemal boski dar uszczęśliwiania partnerek. Bóg postawił na mojej drodze to niebywale piękne stworzenie i stała się wola jego - lub Szatana. Zakazany owoc został skonsumowany mimo, że był jeszcze zielony. Przy rozstaniu nie cierpieliśmy. Było tak jakbyśmy od początku wiedzieli, że tak będzie.

Małgosia - droga do raju

Nasza droga do raju zaczęła się na terenie niewielkiego, dość ładnego, podwrocławskiego miasteczka zwanego Jaworem. Miałem tam drugie letnie mieszkanie. Dla mnie było to miasto, miłości. To dla mnie (dla nas) było miejsce startowe do raju. Pamiętam doskonale Małgosię. Prawie całe lato spędzone tam z Nią. Rowerami zwiedziliśmy okolicę. Piękna, prawdziwa, czysta natura, a śpiew ptaków w wąwozie myśliborskim przypominał mi wizyty w Raju. Małgosię poznałem przypadkiem kiedy szedłem na wrocławski dworzec jadąc do Jawora. Wziąłem ja z tym co miała na sobie i przy sobie. Na miejscu musiała mieć coś na zmianę, więc bluzkę zrobiłem jej wiążąc rogi chusteczki. Kupiłem zapas majciąt i tenisówki. Biustonoszy nie nosiła. Spodnie a zwłaszcza krótkie spodenki nosiła moje. W tym miasteczku musieliśmy fajnie wyglądać. Ja, łysawy, chuderlawy, nieco przygarbiony, 45 letni amant, a obok 19 letnia zgrabniutka, z pięknymi włosami prawie do pasa oblubienica, obejmująca i dość często całująca oblubieńca swego. Myśmy nie widzieli nikogo, ale nas widziano. Czułem, że w tym miasteczku nie poderwę żadnej dziewczyny, ale myliłem się.
Początkowo byliśmy domatorami, ciesząc się sobą wzajemnie. Razem z moimi sokami wsiąkało w nią i moje uczycie. Ta smarkula zawróciła mi w głowie. Początkowo ona widziała we mnie przystojniaka jak Apollo, mędrca jak Salomon, człowieka dobrego jak Jezus i jebaka jak Rasputin. Byłem jej ideałem. Byłem jej spełnieniem marzeń. Żyła ze mną i dla mnie. Choćby na zatracenie. No i zatracała się. Kiedy miała ochotę na okazanie mi swych uczuć to szyby w oknach dzwoniły. Sąsiadka z góry onieśmielona i zażenowana prosiła abyśmy w jakichś tam godzinach ciszej wyrażali swoje uczucia, bo o tych godzinach zwykle jej małe dzieci mają popołudniową drzemkę. Zaizolowałem więc podłogę i ściany. Sufitu zaizolować nie mogłem, więc mocniejsze uczucia okazywaliśmy w nocy. Małgosia była bardzo uczuciowa i okazywała mi je kilkakrotnie w jednym stosunku. Ja to nazywałem wchodzenie w stan nieważkości albo wchodzenie na orbitę.
Pierwsze wejście było stosunkowo łagodne. Ciało jednak było całkowicie bezwładne, oddech ledwie zauważalny i praca serca ledwie wyczuwalna. Tu nie śpieszyłem się z przywróceniem jej do normalności. Lubiłem użytkować jej ciało bez jej świadomości. Zastanawiam się czy to nie było zboczenie. Po kilkunastu głębokich oddechach wracała do normalnego zachowania i stopniowo przybliżała się do nowego startu na orbitę.
Nowy start to był już inny start. Teraz szyby dzwoniły i ziemia trzęsła się. To jakby ryk odrzutowca w ciszę wpadł, a tam już inny świat. Obiecany ludziom raj. To już był Raj. Ja z opóźnieniem wędrowałem za nią i byłem tam krótko. W świadomości miałem obawę, że ona może tego nie przeżyć. Może zostać tam na zawsze, a ja zostanę sam w dodatku w więzieniu. Strach mnie ogarniał, bo jakoś kojarzyło mi się to ze śmiercią. Pytacie czy to możliwe. Wiedziałem, że ludzie mi nie uwierzą. Postarałem się więc o dowód. Jedną ze swoich partnerek nagrałem na taśmę. Słychać tam wyraźnie odgłosy normalnego seksu, przyśpieszonego i głośne wołanie: „Ratuj mnie! Ratuj! Umieram! Ratuj...”. Za Komuny były taśmy. Dopiero później w Akademii Muzycznej nagrano mi to na płyty. Niewiernym mogę pokazać. Dodam jeszcze, że były też wołania: "Lecę! Lecę! Trzymaj mnie! Ratuj!".
Wołaniom takim zwykle towarzyszyło bardzo silne trzymanie się mnie, firanek, pościeli. Wszystkiego co było pod ręką. Taki seks to była niezła demolka mieszkania toteż seksowaliśmy się na dywanie. Ja wkładałem dużą dżinsową koszulę, w którą chowałem też głowę chroniąc włosy i uszy. W rozmowie nie mogłem się dowiedzieć konkretnie czemu się tak zachowują. Mówiły, że to był strach, ale jakiś inny niż znały dotychczas. Dwie partnerki przerwały akcję i uciekły. Jedna z nich na klatce schodowej kończyła ubieranie się. Te „nieustraszone" nie potrafiły opowiedzieć tego co czuły w czasie omdlenia (odlotu).
Takie zachowanie kobiet ma jakieś uzasadnienie w badaniach naukowych. Istnieje podobno możliwość podróży miedzy planetami i galaktykami bez użycia statków kosmicznych. Odbywa się to przy pomocy tunelu czaso - przestrzennego.

Tunel czasoprzestrzenny do raju

Bóg ma możliwość łatwej zamiany materii w energię i na odwrót czyli potrafi przenosić człowieka do różnych miejsc w galaktykach. Być może śmierć jest zakończeniem czasowego zameldowania człowieka na Ziemi. Mieszkaniec Ziemi nie musi cały czas przebywać i mieszkać w tej samej miejscowości. Może np. robić wycieczki i wracać. Czasami bóg zaprosi takiego ludzia do Nieba i pozwoli zajrzeć do Raju. Ja tam byłe wielekroć, ale na początku nie byłem świadom tego. Myślę, że ja wędrowałem tam inną drogą niż kobiety. Ja byłem świadom konieczności przywrócenia oddechu partnerce, a więc mierzyłem czas bezdechu. Widocznie nasze odloty nie były jednoczesne. To wszystko jest bardzo skomplikowane, ale człowiek małymi kroczkami podąża za mądrością boga i poznaje go. Religie i nauki powinny ułatwiać nam poznanie boga i zrozumienia czego bóg od nas oczekuje.
Już teraz prawie na pewno mogę powiedzieć, że bóg nie oczekuje od nas modlitwy, komplementów, ofiar, ani miłości. Bóg nie oczekuje od nas masy innych bzdur wymyślonych przez różne religie. To tylko zaciemnia sprawę i oddala nas od boga. To są wymysły szatana. Chrześcijaństwo oczekuje Rushdiego, aby wskazał szatańskie wersety biblii, ewangelii i innych pism świętych. Chrześcijanie powinni poznać też kazania księdza Natanka.
Niestety świat nie idzie w kierunku prawdy. W kierunku poznania praw boskich. Ludzie poznają stworzoną przez boga rzeczywistość, ale boga w tym nie widzą. Idą więc złą drogą. Drogą prowadzącą do zagłady.
Sięgnijcie do moich książek publikowanych pod adresem www.czytnia.pl, a przekonacie się, że współczesność to zgnilizna i cywilizacja umiera.

Jest teoria, że we wszechświecie była tylko energia w postaci bardzo wysokiej temperatury. Bóg poprzez serie wybuchów zamienił temperaturę w materię i tak powstały planety i galaktyki. Te ciała niebieskie połączone są autostradami - tunelami czaso - przestrzennymi. W tych tunelach jest dość duże natężenie ruchu.
Wybrańców swoich bóg dematerializuje, czyli ich ciało zamienia w energię, a dotarłszy na miejsce z tej energii wskrzesza człowieka. Droga powrotna jest podobna To wszystko chyba jest bardziej skomplikowane, bo ciało partnerki było wciąż przy mnie. Bezwładne i stygnące, ale jakoś dziwnie podniecające.
Antropologiczne badania wykopalisk wskazują, że odnajdywane były czaszki małp, małp człekokształtnych, małpoludów i ludzi współczesnych żyjących w tym samym czasie. Myślę, że bóg niezadowolony z tubylców autostradami galaktycznymi przysyłał im rozpłodników z innych planet dla poprawienia gatunku. Ślady tego są też w wierzeniach i pismach. Przypuszczam, że Ewa z Adamem znaleźli się na ziemi w tym czasie. Z powyższego można wnioskować, że komunikacja międzyplanetarna, a może i międzygalaktyczna istniała od dawna tylko nie wiem czym się kieruje boski minister komunikacji.

Prawdziwe poznanie boga

Ta moja pisanina nie jest wymysłami. To są fakty możliwe do sprawdzenia. Oficjalnie uchodziłem za ateistę, ale widocznie miałem w sobie coś pierwotnego co pozwalało mi wyczuć intencję boga . Idąc przez życie nieświadomie korzystałem z boskiego nawigatora.
Poznajcie boga. Wędrujcie przez życie drogą przez niego wskazaną, a będziecie zapraszani do raju za życia i całe życie Wasze będzie udane jak moje.
Przyznaję się, że uwodziłem dziewczyny, a swojej ślubnej spuściłem tęgie lanie. Miałem też inne ludzkie wykroczenia, ale widocznie nie łamałem prawa bożego skoro byłem w łaskach boga. Otoczenie, cywilizacja, kultura, moda, religia, źle oceniają ludzi żyjących według praw bożych. Na przykład bóg dał talenty ludziom do pracy w różnych zawodach i posiadacz talentu powinien szukać pracy zgodnej z talentem. Jest to korzystne i dla niego i dla pracy.
Osoba z talentem erotycznym powinna pracować jako prostytutka. Powinna ona być traktowana z szacunkiem równym lekarce lub nauczycielce. Prostytutki powinny być zatrudniane na etatach szpitalnych jako uzdrowicielki. Wizyty w burdelach powinny być wypisywane na receptę i w większości refundowane. Kościół powinien nakłaniać ludzi do stosowania boskich praw. Tymczasem pobożny człowiek często jest dyskryminowany przez ludzi religijnych.
Chciałbym aby opis powyższy dał innym odrobinę wyobrażenia jakie jest życie w pobliżu boga. Jak to jest kiedy się stąpa po drodze przez niego wyznaczonej. Przez niego wskazanej. Kiedy się korzysta z jego nawigatora. Tu oczekuję od Was zadumy. Oczekuję czegoś zbliżonego do modlitwy.
Bóg dał Wam wyobraźnię. Wyobraźcie, więc sobie, że bóg nie oczekuje od was modlitw, klasztorów, ascezy, cierpień, imprez (mszy, procesji itp.) ku jego czci. Bóg chce tylko żebyście żyli według jego wskazań. Podobnie jak ja (albo my z Cyganeczką) będziecie uprawiali turystykę kosmiczną. Będziecie dematerializowani i kanałem czaso - przestrzennym pojedziecie do Nieba. Tam duch wasz zazna rozkoszy nieba po czym tą samą drogą wróci i wstąpi w ciało swoje. Uwagę swoją skierujcie na siebie, a zauważycie, że Wasz ból i cierpienie ma związek z ciałem i zmysłami, ale odbierana jest też w innym ośrodku. Ciało i zmysły wszelkie dostarczają informacji temu ośrodkowi. Ocena i odczucia należy do tego ośrodka i to on decyduje czy jesteśmy zadowoleni czy nie. Jesteśmy radośni czy smutni, zdołowani czy szczęśliwi i w raju czy w piekle. On nie podejmuje decyzji sam z siebie, ale na podstawie informacji. Jeżeli, chcemy osiągnąć najwyższy stopień szczęśliwości to bóg przy użycia swoich metod musi przenieść ten ośrodek do raju. Nie jestem pewien czy przenosi ten ośrodek łącznie ze zmysłami czy też zmysły pozostają w ciele. Będąc w raju słyszałem coś w rodzaju muzyki tylko piękniejszej i nastrojowej. Widziałem i nie widziałem. Przed oczami snuły mi się obrazy, ale niezbyt określone, bez wyraźnych kształtów To co tam było odbierałem nie tylko uszami i oczami, ale całym sobą. Byłem w określonym stanie cały. To był stan zbliżony do spotęgowanej euforii. Nie jestem w stanie opisać dokładnie tego co tam jest. Ja to odbierałem jakoś bardziej spokojnie. Moje oblubienice były bardzie wyraziste. Kobiety mają większą wrażliwość. One w czasie dematerializacji są bardzo głośne i przerażone, a później nieobecne w seksie. Bałem się długo przetrzymywać je w tym stanie, bo prawie nie oddychały (kompletne omdlenie). Po powrocie do ciała już częściowo ostygłego nie potrafiły opowiedzieć czemu darły się jak opętane. Najczęstszą odpowiedzią było: "a jakoś tak, nie wiem".
Ja też nie dopytywałem. Fajnie było no to jeszcze raz i do następnego spotkania. Po iluś tam wizytach w raju stawało się to dla niej normalnością i byle patałach mógł ją tam wysłać. Być może tym wyjaśnić mogę to, że następny po mnie partner seksualny dostawał zaburzeń mózgu i obrączkował dziewczynę, aby zyskać prawo wyłączności. Niestety mnie wdzięczności nie okazywali. Moje byłe partnerki też podlegały prawu kobiecemu, że: „Każda miłość jest pierwsza, najszczęśliwsza, najlepsza i każdą inną usuwa w cień". Te dziewczyny były kochane i nie były zdradzane.
Miłości u kobiet należy szukać na tej właśnie drodze.
W niebie i piekle.
Powstanie religii

Pierwotne plemiona chciały wiedzieć jak wygląda bóg. Spotkać go nie mogły, więc fizyczny wygląd boga usiłowały sobie wyobrazić. Wyobrażenia te są różne. Dla chrześcijan jest to staruszek z brodą siedzący na chmurze i trzymający w ręku kulę ziemską z krzyżem. Ustalony przez jakąś grupę wizerunek boga stał się kultem. Proszono go o coś i dla poparcia swych próśb przynoszono bogu dary. Tak powstały modlitwy. Tak powstali amatorzy tych darów i pierwsi biznesmeni. Stworzyli oni organizacje zawłaszczania darów zwane teraz religiami. Te dary okazały się fantastycznym biznesem. Organizacje żyjące z tych darów (religie) rosły w siłę. Doskonaliły sposoby zarabiania i przetrwały wieki, aż do dziś. Religie te im bardziej myślały o pieniądzach, o władzy tym dalej odsuwały się od boga. Religia chrześcijańska załatwiła to w ten sposób, że jakoby Jezus powiedział Piotrowi, że jest on opoką i teraz na nim spoczywa obowiązek utrzymania i krzewienia wiary w boga. Co on uczyni to bóg to potwierdzi. Znaczy to, że Piotr uczeń Jezusa jest upoważniony do działań w imieniu Jezusa, w imieniu boga. Znaczy to, że Piotr - człowiek ma prawo występować w imieniu boga, może zastępować boga. Piotr to już prawie sam bóg. Znaczy to, że Piotr uczeń Jezusa - kapłan ma prawa boga to i wszyscy kapłani te prawa mają. Znaczy to, że bóg z całą rodziną może sobie spać w cieniu rajskiego drzewa, a na ziemi ludem bożym kierować będą kapani. Ludzie już nie muszą modlić się do boga. Kapłan - bóg tu na ziemi zbiera wszystkie skargi, zażalenia i prośby. Rozważy je, wyceni i sam załatwi nie przerywając rajskiego snu bogu.
Z Szatanem też można się porozumieć. Jezus nie chciał mu się pokłonić, ale Jezus to bóg. Kapłan to człowiek. Więc może by tak... No i mamy „panu bogu świeczkę, a diabłu ogarek". Kapłani nie mieli ochoty zasnąć spokojnym snem w cieniu drzew. Oni mają potrzeby ludzkie, a więc władza, pieniądze i rozpusta.
Teraz człowiek przychodząc na świat musi u księdza kupić bilet. Ma ochotę na seks to musi kupić bilet lub abonament. Opuszcza ten padół to też bilet. Był czas, kiedy kościół bezpośrednio rządził państwem. Bywało się czasami w szkole i pamięta się, że była wojna papiestwa z cesarstwem i była Kanossa. Powstaje więc pytanie: Kto rządzi na ziemi? Bóg? Szatan? Czy może kapłani?
Aby oczyścić ciało boga od tych pasożytów należałoby stworzyć religię opartą o rozum i podległą bogu. Do tego ja jestem za cienki. Tym powinien zająć się ONZ.

Drogowskaz - program życia - prawa natury

Dla każdej materii ożywionej (rośliny zwierzęta, ludzie) i nieożywionej (skały, minerały, wiatr i woda) na ziemi i w kosmosie bóg napisał program od poczęcia poprzez narodzenie, dzieciństwo, młodość, dojrzałość, starość i śmierć. Dla każdego etapu życia bóg taki program napisał. To są indywidualne mapy drogowe. Połączenie tych map tworzy program dla grupy, plemienia, gatunku itd. Dalsze łączenie tych programów daje program globalny, a ten nazywa się prawem natury. Ponieważ opracował go sam bóg, więc ma nazwę boskiego prawa natury. Wszystko powinno się dziać według tych praw. Tylko człowiek burzy ten boski porządek.

Władza kapłanów

Chrześcijanie mówią, że bóg przekazał władzę Piotrowi (klechom), więc to chyba oni tu rozrabiają. Przed przyjazdem papieża Wojtyły do Polski ukazał się afisz, na którym potężny papież Wojtyła płynął wśród chmur, a na ziemi malutki, chudziutki Jezusek klęcząc modlił się do niego.
Bóg dał człowiekowi nieco więcej rozumu niż innym stworzeniom i jak dotychczas jest to przyczyna wszelkiego zła na Ziemi, a być może i w kosmosie. Przy tej ociupince boskiej mądrości człowiek wpadł w zarozumiałość. Równa się z bogiem, a nawet stawia ponad nim. Rozrabia jak pijany zając i życie na Ziemi doprowadził do granicy przepaści.

Bóg daje nam szansę. Zesłał nam Darwina, aby objaśnił ludowi prawa boże. Lud poprzez kapłanów przyjął część materialną praw bożych. Czyli to co się nazywa naukami ścisłymi. Części ideologicznej czyli tego co się nazywa naukami humanistycznymi lud nie przyjął. Tą część przejęli kapłani i mamy problem. Problem żyć czy umierać całej cywilizacji. Tylko Darwin i naukowcy nauk ścisłych mogą nas uratować. Poznawajmy, więc prawdy ujawnione przez Darwina. Poznawajmy boskie prawa natury. Poznawajmy boga pokazywanego przez naukowców. Odrzućmy ogłupiające prawa klechów (Szatana).

zagrożenia świata współczesnego, ONI, socjotechnika

Bóg wszystkim stworzeniom dał jakiś cel do wykonania i Ścieszkę dojścia do tego celu. Ścieszka ta jest częściowo odkryta przez Darwina. Naukowcy całego świata pracują nad dalszymi odkryciami dotyczącymi poznania możliwie najwięcej boskich paw natury. Dotyczy to zwłaszcza nauk ścisłych i przyrodniczych. Teraz jest sezon na genetykę i biotechnologię. Ludzie już wiedzą, że DNA jest nieśmiertelne. Są więc na progu zapewnienia sobie życia wiecznego. Mogą też wskrzesić gatunki przedpotopowe. Duże osiągnięcia mają naukowcy badający mózg. Opracowano chipy i bioczipy. Jesteśmy na progu skrzyżowania komputera z człowiekiem. Cyborgi już pukają nam do drzwi. Powstała nowa – stara nauka. To znaczy, że niegdysiejsza tajna wiedza została ujawniona, rozwinięta i wzbogacona o nowe odkrycia. Teraz jest to królowa nauk. Niestety nauka ta dostała się w ręce złych Ludzi. W ręce zbrodniarzy. W ręce ONYCH.
Światu grozi niebezpieczeństwo. Światu grozi zagłada Armagedon zbliża się.
Opisałem to najdokładniej jak umiałem w moich innych książkach. Tam też wskazałem na sposób obrony przed zagładą

Niezawodnym. Pewnym i skutecznym sposobem obrony jest stosowanie się do boskich praw natury. Prawa te przede wszystkim trzeba znać. Przypomnę, więc kilka podstawowych.(...)"

Liczba stron

93

Komentarze

Brak komentarzy.
Bądź pierwszy!